ślub Wpis

Projekt: Ślub Boho – 4. Ślub cywilny w plenerze

11 grudnia 2016

Ślub plenerowy – znany głównie z amerykańskich filmów i pięknych zdjęć inspiracji ślubnych. Mało popularny w naszym kraju, ale jak najbardziej legalny i możliwy do zrealizowania. A do tego piękny i oryginalny! Moje małe ślubne marzenie, które udało się zrealizować mimo kilku przeszkód.

W projekcie ślub wracam do normalnego trybu załatwiania spraw. Po sali przychodzi czas na wybór orkiestry/dj’a, fotografa i kamerzysty, a potem następuje dosyć długa przerwa w przygotowaniach. Taka sytuacja ma miejsce przy organizacji wesela w 2 lata. Trochę inaczej wygląda kolejność w przypadku półrocznej gonitwy. Zarezerwowaliśmy wstępnie miejsce imprezy i ślubu, nie wiedząc czy sama ceremonia się odbędzie. Dlatego przed szukaniem jakichkolwiek innych usługodawców musieliśmy się zająć księdzem/urzędnikiem.

Dlaczego chcieliśmy wziąć ślub w plenerze:

  1. Jeszcze raz napiszę, że było to moje małe marzenie
  2. Była to opcja nietypowa, a my lubimy nietypowość
  3. Nie trzeba przemieszczać gości – jeśli ślub jest tam gdzie wesele, a tak było u nas
  4. Pasował do naszych sielskich, boho klimatów
  5. Ślub cywilny jest dużo krótszy, a to wbrew pozorom się ceni

km-www-mal_1005

Opcji było kilka, ale rzeczywistość je zweryfikowała:

  1. Ściągamy księdza na ślub kościelny plenerowy – awykonalne lub z tego co słyszeliśmy, wykonalne przy odpowiedniej grubości koperty- co się nieco burzy z naszym światopoglądem. Ślub kościelny w plenerze owszem można urządzić w miejscu uświęconym po zgodzie wszystkich świętych. Nie ma problemu gdy przy kościele jest kapliczka plenerowa, w której odbywają się msze latem lub jest to miejsce pielgrzymek.
  2. Zaciągamy gości do pobliskiego kościoła – rozwiązanie niby najprostsze, ale jednak jest to pewne ustępstwo i rezygnacja z marzeń. Ze ślubem kościelnym w święto nie powinno być problemu – znajomi brali w sobotę rok wcześniej i była to „normalna” ślubna data. Za to dochodzą tutaj koszty organisty czy innej oprawy muzycznej ślubu, kościelnego, ministranta, transportu dla gości z kościoła na salę, transportu dla młodych.
  3. Ściągamy urzędnika na ślub cywilny plenerowy – takie były założenia i marzenia od początku. Opcję tę wprowadziła kilka lat temu ustawa, więc wszyscy urzędnicy powinni się do niej zastosować. Teoretycznie bezproblemowo. Rzeczywiście obdzwoniłam z mamą kilka urzędów i bywało różnie. Niektórzy urzędnicy chętni i otwarci, niektórzy betonowi: „przecież mamy taką piękną salę ślubów w urzędzie, niech młodzi nie wymyślają”. Ale najważniejszy był telefon do kierowniczki USC, pod który polegać miało miejsce ślubu – bo właśnie w takim trzeba wszystko załatwiać. Pani chętna chociaż to byłby pierwszy taki ślub w jej rejonie. Nawet ten świąteczny dzień by jej nie przeszkadzał, ale oni mają akurat zaplanowane urlopy na ten termin i nie dadzą rady. I wtedy zaczęła się moja rozpacz.
  4. Ślub humanistyczny – zapraszamy aktora przebranego za księdza/urzędnika/Elvisa/latającego potwora spaghetti i on prowadzi ceremonię na naszych warunkach. Ciekawa opcja, jednak taki ślub to przedstawienie niemające żadnej mocy prawnej. Goście mogliby być nieco zdezorientowani, a normalny ślub i tak trzeba by było wziąć, więc koszty się dublują. Ale w bezradności już na poważnie zaczęłam się zastanawiać nad tą opcją.

    km-www-mal_1061

Na rozpacz jednak pomogła pani planerka z hotelu. Zasugerowała, żeby udać się do burmistrza, bo on również ma moc udzielania ślubów. Do tego hotel jest dużym partnerem gminy i powinno mu zależeć. Na rozmowę tę wysłał się sam mój tata. Udało się! Burmistrz powiedział, że ściągnie z urlopu panią urzędniczkę i wszystko się odbędzie. Ja tylko miałam wyrzuty sumienia i obawy, że pani w związku z tym będzie niemiła i uprzedzona. Troszkę pomarudziła, ale później witała nas z energią i uśmiechem.

km-www-mal_1067

Aby załatwić ślub cywilny w plenerze:

  1. Najpierw wybierzcie miejsce ślubu – może to być ogród sali weselnej, przydomowy ogródek, plaża, park miejski. Miejsce musi być odpowiednie dla powagi sytuacji – co to znaczy trudno powiedzieć. W przypadku terenów prywatnych (ogródek rodziców, altanka w hotelu) nie ma problemu, nie musimy nic załatwiać u źródła – wystarczą ustalenia. Jeśli jednak chcemy wziąć ślub w miejscu publicznym musimy zacząć pisać podania i prośby do właścicieli, urzędów i innych organizacji. Tutaj nie będę się wymądrzać gdzie i co załatwić, bo nie wiem. Ale na pewno będzie to opcja droższe – zgody, wynajęcie sprzętu, altanki, krzeseł, nagłośnienia. U nas ślub odbył się na terenie tego samego hotelu co wesele.
  2. Zadzwońcie do urzędu, pod który terenowo podlega miejsce ślubu zapytaj o dostępność daty, poproś o rezerwację terminu – bywa, że urzędy przewidują jedynie wyznaczone dni w miesiącu i wyznaczone godziny w dniu, w których urzędnik może opuścić urząd. Niektórzy kierownicy urzędów, w ogóle odmawiają ślubów plenerowych. Ale walczcie o swoje! Ustawa jest, prawo to reguluje, jeśli spełnicie pozostałe warunki urzędnik nie może Wam odmówić.
  3. Zapłaćcie 1084 zł – 84 zł za akt (płatne nawet przy ślubie kościelnym) oraz 1000 zł za wyjście urzędnika z urzędu – nawet jeśli wyjdzie tylko do parku przed urzędem. O tej opłacie my dowiedzieliśmy się w urzędzie i byliśmy mocno zaskoczeni. Zapłacić możecie przelewem lub w kasie USC.

    km-www-mal_1078

  4. Spiszcie protokół – najwcześniej pół roku, a najpóźniej miesiąc i jeden dzień przed ślubem udajcie się na spisanie protokołu. Weźcie ze sobą dowody osobiste i potwierdzenie dokonania opłaty. Przygotujcie adres miejsca ślubu oraz pozwolenia, jeśli wymagane. Podczas protokołu urzędnik ściągnie sam Wasze akty urodzenia, spisze dane, zapyta o nazwiska Wasze i dzieci po ślubie – warto się nad tym zastanowić przed wizytą w urzędzie. W przypadku ślubu plenerowego wypełniacie jeden papierek więcej z prośbą o udzielenie ślubu plenerowego – po wcześniejszych ustaleniach to powinna być tylko formalność.
  5. Podajcie dane świadków – u nas wystarczył skan dowodów przesłany mailem do urzędu na tydzień przed ślubem. Wymogi wobec świadków to jedynie pełnoletność.
  6. Przygotujcie miejsce ślubu – ustalcie z dekoratorką, obsługą sali jak ma wyglądać miejsce ślubu. Wymogi: stół, krzesła, miejsce do postawienia/zawieszenia godła (nasze stało w ramce przytrzymywanej kamieniem – dopiero na zdjęciach wychwyciłam tę perełkę). Powinno być również odpowiednio oznaczone – altanka, pergola itp.
  7. Ustalcie detale – pełna dowolność panuje zarówno w wyborze muzyki, strojów, dekoracji – ustawa tego nie reguluje. Może Was ponieść fantazja, oczywiście w granicach rozsądku. Bo jednak ślub to nie cyrk i jakiś stopień powagi jest wymagany. Harfa, kwartet smyczkowy, wokalistka, muzyka z Gry o Tron albo Harrego Pottera na wejście – proszę bardzo.
  8. Zadbajcie o plan B – koniecznie ustalcie plan działania w przypadku niepogody. Pełne zadaszenie, parasole dla gości, a może przeniesienie uroczystości do sali lub innych zabudowań?
  9. Odbierzcie akt ślubu – w tygodniu po ślubie jedno z Was lub ktoś z rodziny niech podjedzie odebrać papierek do urzędu.

km-www-mal_1129a

Szczegóły naszej uroczystości

Wybaczcie, że zdjęcia nie pokrywają się z tekstem, ale musiałabym je zacząć wstawiać dopiero tutaj. Cała przygoda z załatwianiem miejsca skończona, protokół spisany, dane świadków podane, dekoracje z dekoratorką ustalone – chociaż do godziny ślubu nie wiedzieliśmy jak będzie wyglądała nasza ślubna „górka”. Widzieliśmy jedynie inspiracje i goły plac. Na szczęście moja wyobraźnia działała doskonale, a zaufanie do pani dekoratorki było pełne, więc wcale się nie stresowałam wyglądem miejsca ślubu. Na niecałe 70 sztuk gości było koło 30 krzeseł, a i tak stały puste – większość gości wolała stać, nie wiem czemu. O poszczególnych dekoracjach również napiszę osobny post. Za samo „wynajęcie” miejsca ślubu zapłaciliśmy hotelowi 1000 zł – znowu zniżka przez wzgląd na nietypową datę, pierwotnie ustawienie altanki i krzeseł miało wynieść 2,5 tys. zł. W razie niepogody uroczystość miała się odbyć w sąsiadującej z górką starej szkole zaprojektowanej przez Witkacego – równie piękne miejsce w klimatach, które lubię najbardziej. Na szczęście pogoda się zlitowała i zaczęło lać dopiero jak schodziliśmy z górki, także w szkole tylko przyjmowaliśmy życzenia. Do ostatniej minuty nie było wiadomo czy ślub odbędzie się na powietrzu czy pod dachem. Pogoda cały dzień była kapryśna. A to deszcz, a to słońce. Zresztą zobaczycie na zdjęciach – z jednej strony ciemne chmury, a z drugiej promienie oślepiające gości. No i spójrzcie na pierwszym zdjęciu jak fachowo przed ceremonią były zabezpieczone głośniki.

km-www-mal_1200

Gdy przybyła pani urzędniczka, wszyscy goście oraz Misza ustawili się w odpowiednim miejscu, pani dekoratorka dodała ostatnie detale, świadkowa rozdała wstążki na patykach, przyszła moja mama i nas pogoniła, że deszcz idzie i mamy się streszczać, zaczęła grać muzyka puszczana przez DJ’a, który następnie obsługiwał wesele – to akurat w cenie. A co to była za melodia? Rozpoznacie na filmiku? Film kręcony telefonem przez mojego kuzyna – naszego „oficjalnego” z kamerek jeszcze nie mamy skleconego.

Dosyć długo zastanawiałam się jaką muzykę wybrać na wejście. Opcji było sporo, ale jakoś żadna mi nie pasowała. Potrzebowałam czegoś długiego, bo długi był nasz spacer. Raczej szukałam muzyki bez tekstu, znaczącej coś dla nas, sielskiej, anielskiej, boho. Padło na Shire Theme z Władcy Pierścieni – Misza uwielbia Tolkiena, a ten utwór idealnie pasował do charakteru uroczystości i naszych osobowości. Do ślubu prowadził mnie tata w swoim galowym mundurze, wraz z orszakiem dzieciaków z obu rodzin. Najstarsze dziewczyny niosły obrączki na poduszkach – po jednej każda, młodsze sypały płatki, dzielny mały Michał niósł tabliczkę rozluźniającą atmosferę – a była dosyć ciężka, a do tego brudziła. Potem zrobił się bałagan, bo dzieci wiedziały gdzie mają iść, ale nie wiedziały co mają ze sobą zrobić jak już dojdą. Dzieci dostały pełną dowolność w ubiorze i wianki na głowy. Następnie rozpoczęła się uroczystość. Chyba najszybszy ślub jaki widziałam. Trwał 7 minut ze względu na silny wiatr i nadchodzące chmury.

km-www-mal_1238

Przysięga, nakładanie obrączek, uśmiechy, „kazanie” o rozwodach, podpisy, buziaki, odebranie dyplomu i po wszystkim. Odwróciliśmy się, zaczął grać Marsz Mendelsona – patrzcie jacy jesteśmy tradycyjni! – goście zaczęli machać przygotowanymi przeze mnie dzień wcześniej wstążkami i polecieliśmy w pierwszych kroplach deszczu do miejsca składania życzeń. Szybko, na luzie, z uśmiechem, wzruszonymi rodzinami. I mogę takie pozytywne emocje przeżywać co rok! Ślub plenerowy to była świetna decyzja! Na pewno ta uroczystość pozostanie w pamięci nie tylko naszej, ale i gości. A ja bardzo się cieszę, że uparcie dążyłam do spełnienia marzenia.

km-www-mal_1245

Fot. Malexandra

W razie dodatkowych pytań pozostaję do dyspozycji, jak zwykle!

2 komentarze

  • Reply Moda i takie tam 11 grudnia 2016 at 20:09

    o Kasia jak super, zazdrość za ten ślub milion procent 🙂 Jak znów wyjdę za mąż to własnie tak 😉 albo w stroju Arveny Undomiel, a chłopa przebiorę za Aragorna, oby przyszły był choć odrobinę podobny do VIggo M 🙂

  • Reply Patrycja Story 11 grudnia 2016 at 20:41

    Kasia jesteś wspaniała! To było najlepsze wesele na jakim byłam i swietnie się bawiłam, pewnie troche pomysłów ukradnę na swoje w przyszłości;p

  • Leave a Reply