Tak, tak, wiem – kończy się sierpień, a ja dopiero podsumowuję lipiec. No cóż. To był intensywny czas i moje głowa i ciało były zajęte czym innym. Musicie wybaczyć i zrozumieć.

Dziś będzie tylko filmowo. I to dosyć skromnie. Organizacja wesela pochłaniała nie tylko mój czas, ale i środki. I ten lipiec tak ubogo wygląda pod względem kulturalnym – sierpień już nieco lepiej się zapowiada. Do tego znowu nie przeczytałam książki z wyzwania… Jestem dopiero na 40-stej stronie tematu lipcowego. Oj nie wiem czy uda mi się nadrobić zaległości. Ale wróćmy do milszych tematów.

czytaj dalej

Tytuł jest wielką zmyłą. Szczególnie dla tych, którzy trafią tu prosto od wujka googla i szukają szałowych kreacji klubowych. Faktom jednak zaprzeczyć nie można – właśnie w takiej stylówce spędzałam swój wieczór panieński pod koniec lipca. Ale jak wszystko w moim wykonaniu wieczór ten nie miał wiele wspólnego z typową tego typu imprezą. Nie było limuzyny, klubów, morza alkoholu, striptizera. Była za to podwarszawska wieś, wynajęty domek, kolorowe drinki, strzelnica, park linowy. Ale może o przebiegu wieczoru napiszę jeszcze post – jak tylko dostanę zdjęcia – musicie pogonić Patrycję 😉

Wracając do szmatek. I ja nie oparłam się hitowi wakacji – bluzka odsłaniająca ramiona co prawda wisiała już w mojej szafie dobrych kilka miesięcy, jednak długo zastanawiałam się czy aby przypadkiem ten dekolt nie jest za luźny, i czy aby na pewno mogę nie zakładać nic pod spód. Jak widać, nie mogę. Tak oto powstał zestaw z topem pod spodem i mega długaśną maxi spódnicą, której absolutnie nie da się nosić do płaskich butów. Ponadto kieca wymaga halki. Wiecie jak ciężko dostać halkę/półhalkę w dzisiejszych czasach? Ja swoją musiałam ukraść babci. A przecież to taka wygodna i potrzebna część garderoby. Apeluję więc po raz kolejny do sieciówek o wprowadzenie nowego asortymentu do sklepów. Marzy mi się jedwabna, cielista… Czy to nie za wczesna pora na listy do Św. Mikołaja?

foto i organizacja wieczoru: Patrycja

<3

DSC02696

czytaj dalej

Kochani! Uroczyście melduję, że jestem już absolutnie nieprzykładną żoną! Wielki dzień już za nami, zatem wracam do rzeczywistości. Po raz kolejny deklaruję większą aktywność na blogu oraz serię postów związanych z tematyką ślubną. Jak wyjdzie, zobaczymy!

A tymczasem mam dla Was post ze stylizacją jeszcze z See Bloggers z Gdyni. Dawno żadne zdjęcia nie leżały u mnie tak długo czekając na publikację. Stylizację poniższą kompletowałam prawie 2 godziny! Wieczorna impreza na konferencji miała być w klimacie boho. Najpierw pomyślałam: idealnie! Potem jednak stanęłam przed szafą i postawiłam sobie tak wysokie wymagania, że przebierałam się w tę i wewtę z 30 razy… W końcu stanęło na zestawie, który widzicie poniżej. Może nie jest idealny, ani wieczorowy, ale się w niego zmieściłam. A na imprezę oczywiście nie poszłyśmy. Wylądowałyśmy na wieczornym podboju Gdyni. I też było super!

Fot. Patrycja <3

a za tło posłużył Dar Pomorza

SONY DSC

czytaj dalej

 Dzisiaj mam dla Was kolejną stylówkę z pobytu w Gdyni na SeeBloggers. Zbierałam się do dodania tego posta od zeszłego czwartku, ale moja głowa myślami jest zdecydowanie gdzie indziej, nie miałam więc pomysłu ani na treść ani na tytuł. W sumie nadal nie mam, ale przynajmniej oderwę głowę od winietek, kwiatków, wstążek i innych ślubnych koronek.

Lekka cyganeria, luźne potraktowanie trendu odsłoniętych ramion i brak spodni. Przynajmniej w pozycji wertykalnej wzbudzać mogło to małą sensację – ku mojemu zdziwieniu nie wzbudzało. Jednak mieszkańcy Trójmiasta są bardzo postępowi i tolerancyjni. Oczywiście szorty pod spodem miałam. Jak wiecie, długości mikro i mini sukienek i spódnic to nie moje bajki.

SONY DSC

czytaj dalej

Stali czytelnicy bloga z pewnością zauważyli, że nie potrafię usiedzieć na miejscu i sporo podróżuję. Pokonać 500 km na weekendowy wyjazd? No problem. Pakuję się w 10 minut w malutki plecak i wybywam. Zawsze jednak zastanawiam się w co się ubrać na podróż.

Aby zaoszczędzić miejsce w plecaku (szczególnie cenne przy wycieczkach samolotem tanich linii tylko z bagażem podręcznym), ciuchy na podróż powinny być tymi, które zajmują najwięcej miejsca. Tak oto na lotnisku zawsze jestem ubrana jak miś. Adidasy, długie gacie, podkoszulka, t-shirt, sweter, kurtka i szal. I nieistotne czy na zewnątrz jest 10 czy 30 stopni. Może to mało komfortowe, ale skuteczne rozwiązanie. Do tego ciężary nosimy na sobie, a nie dźwigamy na plecach – zawsze jest nieco lżej.

Przy samochodowej wycieczce nigdy się nie ograniczam. Pakuję wielką walizkę, zestawy „blogowe”, a nie losowe ubrania, które po prostu zajmują mało miejsca. Na siebie też zakładam strój byle ładny – w końcu w aucie można czuć się jak u siebie w domu i bardziej czy mniej wystająca noga nie stanowi problemu.

Schody pojawiają się przy transporcie busem lub pociągiem. Tutaj niby można spakować więcej niż do samolotu, ale jednak nie tyle co do auta, bo często musimy tę walizkę czy plecak ciągać ze sobą przez pół miasta. A do tego jednak jedziemy wśród ludzi. Musi być więc stosownie, przyzwoicie, przewiewnie i odpowiednio to niepewnej temperatury w pojeździe (najpierw ukrop potem zbyt mocna klima). Stawiam wtedy na naturalne materiały i luźne kroje. Tak właśnie powstał poniższy zestaw. Może nie jest to high fashion, ale na pewno czułam się swobodnie 🙂

I znowu jestem pognieciona na zdjęciach, czyli jednak bluzka ideałem podróżnika nie jest.

SONY DSC

czytaj dalej