Gdzie byłam jak mnie tu nie było – właśnie zadałam sobie to pytanie i się zastanawiam, czemu nie dodałam posta od 21.01. Nie miałam fot – to pierwsze błahe wytłumaczenie – w zeszły weekend byłam leniem blogowym i wizerunkowym, w tygodniu nadal ciemnawo jak wychodzę z pracy, a zdjęcia na białej ścianie już mi się znudziły. Czemu więc nie dodałam posta o innej tematyce? Ano dlatego, że ostatnio mocno od mody odbiegał, a 2 pod rząd to za dużo. No i latałam za sukienką. Nie tam żadną imprezową. Studniówka dawno za mną, do klubów nie chadzam, ostatki też mnie ominęły. Szukałam zwykłej sukienki, takiej na teraz, z dzianiny, idealnej do rajstop, z długim rękawem. Szukałam w lumpeksie, w outletach i na wyprzedażach i nic.

Dopiero wczoraj, przypadkiem będąc W New Yorkerze wzięłam to co widać poniżej. Absolutnie nie spełnia moich wymogów jeśli chodzi o jakość materiału. Na pewno bym jej nie kupiła gdybym nie miała bonu podarunkowego do wykorzystania najlepiej teraz-zaraz. Ale krój jest fajny, kolor też, przyjemnie zaburza proporcje. Będzie akuratna aż do wiosny, noszona z paskiem lub z długim naszyjnikiem.

Włosy to pozostałość po wczorajszej Szafie na Szpilkach – chyba nigdy w życiu loki nie trzymały mi się tak długo, wykonane przez salon Marco Aldany w Blue City. Paznokcie to hybrydy również wykonane podczas tego eventu przez NeoNail.

SONY DSC

czytaj dalej

Pewnie część z Was wie, że w marcu zeszłego roku obciążyłam się kredytem i kupiłam mieszkanie. Po 3 miesiącach dostałam do niego klucze i tak oto od czerwca prowadzę projekt – urządzanie. Najpierw brudna robota – kafelki, podłogi malowanie, pod koniec zeszłego roku zaczęłam wprowadzać sprzęty i meble. Powolutku, bez pośpiechu, bez budżetu, bez kompromisów. Tuż przed Świętami udało mi się doprowadzić nowe lokum do stanu, w którym dało się zamieszkać, chociaż projekt trwa nadal i potrwa jeszcze pewnie z rok.

Swojego czasu pisałam Wam również o tym, że chciałabym zmienić nieco bloga. O ile na nowy layout nadal czekam, o tyle nowe tematy będę wprowadzać już dziś. Nie bójcie się jednak! Moda pozostanie na pierwszym miejscu! Ale wprowadzę trochę lifestyle’u. Dzisiaj zaczynamy!

Z dwóch poprzednich akapitów jasno wynika, że napiszę słów parę o wnętrzach, bo nieco się zafiksowałam w tym temacie. Oczywiście dla moich ulubionych blogów wnętrzarskich będę żadną konkurencją (hmm… a może o nich też niebawem napiszę), ale zaczęłam być świadomym konsumentem również w tej dziedzinie i chcę się podzielić z Wami moimi przemyśleniami.

Zacznę od „d**y strony” jak to się mówi. I zamiast o robotach brudnych napiszę o dekoracjach. I to tych ostatecznych – domowa galeria zdjęć, plakatów, grafik – to to co mi się marzy. A że powierzchni ścian w mieszkaniu mam sporo, to i sporo się na nich zmieści.

Zacznijmy od garści inspiracji w moim ulubionym, eklektycznym klimacie.

family-picture-gallery-walls

czytaj dalej

No i mamy zimę, prawdziwą. I wiecie co? Teraz mi się nawet podoba! Krajobraz prezentuje się cudnie, a temperaturę rzędu -2 stopnie jestem w stanie jeszcze przeżyć. I nie, nie upadłam na głowę – ewentualnie tego nie pamiętam.

Dzisiaj przychodzę do Was z zimowym nudno-chromem. Beże i szarości – to tak niespotykane połączenie u mnie. Za to poszalałam nieco z fakturami i materiałami. Futro, wężowe skórka, skóra, dres, dzianina, a nawet trochę drewna na butach się załapało.  Sekret udanego mixu zarówno tkanin jak i wzorów polega właśnie na zachowaniu zasady przynajmniej jednej wspólnej cechy.

SONY DSC

czytaj dalej

Przeprowadzka i brak szafy wymusiły na mnie pewien eksperyment. Od miesiąca jestem posiadaczką garderoby składającej się z jednej rurki o zawrotnej długości 1 metra. Mam na nim 3 płaszcze, kilka par spodni, kilka swetrów i innych drobnych części garderoby. Do tego posiadam 5 par butów i z 5 torebek. I wiecie co? W końcu mam się w co ubierać. Nie spędzam rano godziny przed otwartą szafą. Względnie wszystko ze sobą jakoś współgra, jest czyste, bez wad i wyprasowane, codziennie mam na sobie inny zestaw. W zasadzie niczego mi nie brakuje. Czuję się wolna, nieprzytłoczona, przestałam być niewolnikiem własnych ciuchów.

Może moje zestawy nie są jakoś bardzo wydziwiaste i wyszukane. Część nie nadaje się na bloga, bo niby po co pokazywać ciągle zwyklaki z basiców, ale jestem w stanie stworzyć kilka zestawów, które jak najbardziej nadadzą się do sfotografowania.

Więc to o to chodzi o minimalistycznej szafie zgodnej z zasadami slow fashion!

Nie chcę już wracać do szafy o wielkości małego pokoju. Przetransportuję z domu rodzinnego może jeszcze jeden taki wieszak i do wiosny powinno mi starczyć szczęścia.

 SONY DSC

czytaj dalej

Zdjęcia do tego posta mam wgrane od rana. Okienko do pisania mryga mi na ekranie od 4 godzin, a tu ani jedno słowo nie chce się pojawić. Weny brak. W kontekście tego zestawu chciałam pisać o podróżowaniu i o stylizacji idealnej na podróż. No ale nie… Spojrzałam na zdjęcia i stwierdziłam, że wszystko można o tym outficie napisać tylko nie to, że idealnie sprawdzi się podczas wycieczek.  Bo ani się schylić, ani wygodnie ułożyć, bo od razu cały tyłek na wierzchu. Butów w aucie nie zdejmę, bo do tej czynności potrzebują ona zdecydowanie więcej przestrzeni, a jak zdejmę to już na pewno nie założę, gdyż daleko mi do kobiety gumy.

Ale tak jakoś wyszło, że wszystkie elementy tej stylizacji należą ostatnio do moich ulubionych. Noszę je ze sobą razem i z wszystkimi innymi  rzeczami z mojej skromnej obecnie szafy.

SONY DSC

czytaj dalej