No i się nie udało, Sekret nie działa. Za to udało się stworzyć nowy pościor z fotami od Patrycji, która to jest dzieckiem szczęścia i jej się udało. Znowu!

Boho – trend sezonu

A ja za to przepełniona smutkiem wracam do moich ulubionych klimatów. Hmm… tak, znowu boho. Przejedzone w tym sezonie przez wszystkie blogereczki i blogereczków. W końcu doświadczyłam na własnej skórze jak to jest, kiedy Twój ulubiony styl staje się nagle super-popularny. Nic fajnego, uwierzcie. A ja straciłam nieco zapał i serce do strojenia się w tym klimacie, no bo przecież nie mogę wyglądać jak co druga istotka w centrum Warszawy. Co prawda ostatnio bywam tam niezwykle rzadko, ale to może i lepiej – więcej tych przykrości mnie omija.

No dobra, z drugiej strony trochę się cieszy moja dusza i oczy radują widząc fajne stylówki – brakuje mi jednak trochę ideologii i poszanowania dla korzeni stylu, ale może się tylko czepiam. Tak samo jak wyznawczy grunge’u, którzy widzą co drugą laskę na ulicy w podartych spodniach, trampach i koszuli w kratę.

boho czytaj dalej

Niedawno w moje łapy wpadła pewna książka. Zwała się Sekret, a okładka sugerowała tajemniczą opowieść z historią w tle. Jakież było moje niemiłe zaskoczenie gdy okazało się, że książka ta to tak na serio poradnik pozytywnego myślenia. Jego głównym tematem była realizacja celów i marzeń przez myślenie o nich w trybie dokonanym. Tak na przykład chcesz mieć super brykę? Myśl tak, jakbyś już ją miał, a sama do Ciebie przyjdzie. Trochę bez sensu i nie działa. Ja myślałam o tym, żeby wyglądać jak Miranda Kerr przez jakieś 3 minuty i nic się nie stało.

No ale spróbuję jeszcze raz. Jako, że obecnie posiadam największy deficyt budżetowy swojego życia, mam mniej kasy niż zaraz po urodzeniu, a wydatki wcale nie chcą zniknąć, postanowiłam pomyśleć o milionowej wygranej w totka. Co prawda mój dziadek gra w tę ambitną grę od dziesięciu lat i jakby podliczyć wydatki na nią to pewnie ta milionowa wygrana nie pokryłaby nakładu inwestycyjnego, ale pomarzyć zawsze można.

Widzę siebie, widzę swoje konto i miliony na koncie. Widzę fałszywych przyjaciół, którzy po 10 latach traktowania Cię jak powietrze nagle sobie o Tobie przypomnieli. Widzę siebie wykupującą swoje ulubione pułtuskie lumpeksy i posiadającą garderobę pełną prawdziwych, vintagowych perełek wysokich marek w boho klimacie. Bo lecę na ilość, historię, oldschoolową jakość i klimat, a nie najnowsze kolekcje lubotonów i innych modnych kanje łestów z kwotą na metce przewyższającą roczne wynagrodzenie zwykłego zjadacza chleba. No bo po co mi takie miliony, które się skończą po zakupie 5 outfitów?

Widzę siebie zatrudniającą osobę do ogarniania – wizażystko-fryzjerko-manicurzystkę, która codziennie by mnie „robiła” przy porannej herbacie.

Bez tytułu

spódnica Escada 115 funtów

torba Cynthia Rowley 65 funtów

buty Guess 60 funtów

oksy Tommy Hilfiger 35 funtów

kolczyki Celine 229 euro

koszula Jean Paul Gaultier 440 euro

kapelusz Hermes 590 euro

Ale jeśli w ciągu 5 minut nie przeniosę się sprzed służbowego kompa z odpadającą klawiaturą do 100-metrowej vintage boho garderoby – na 100000% przestaję wierzyć w jakieś sekrety.

No dobra, jeszcze zwizualizuję sobie wygraną w konkursie Lottoland, bo ten wpis właśnie w tym celu stworzony został.

Zorganizowałam sobie włoskie wakacje. Sama, w domu, w miniony weekend. Założyłam letnią kieckę o kobiecym kroju, sandały bonprix oraz kapelusz z dużym rondem i zaczęłam zwyczajnie cieszyć się życiem!

Dolce Vita!

No dobra, inspiracja stylem włoskich ulic jest bardzo luźna. Ale wyobraziłam sobie siebie w tym stroju spacerującą deptakiem na sycylijskiej plaży… Rozmarzyłam się, ale niestety została mi jedynie „plaża” obok domu rozjeżdżona przez quady, z brudnym piaskiem i absolutnym brakiem dostępu do jakiejkolwiek wody. Ale już niebawem zawitam nad polskie morze – jeśli tylko pogoda dopisze, mam zamiar rozkoszować się moim nowym stylem cieszenia się życiem podczas tego krótkiego urlopu.

dolce vita

czytaj dalej

Znowu zrobiłam sobie niechcący przerwę od blogowej aktywności. Chcąc nie chcąc nie miałam siły i zapału na zdjęcia, a nawet na malowanie się czy ubieranie czegoś bardziej skomplikowanego niż dresowa sukienka i sandały. Za to w weekend mam w planach zrobienie 5-6 sesji, także będę miała zapas na kolejne 2 ciężkie tygodnie w pracy.

Business casual z rockowym zadziorem

Weekend wisi również pod znakiem rocka. Dzisiaj wybieram się na koncert AC/DC. Oby dziadki nie skończyły koncertu zawałem 😉 Tak ten rockowy nastrój chodzi mi po głowie, że postanowiłam stworzyć casualowo-businessowy zestaw z rockowym zadziorem. Skórkowe szerokie spodnie do kolana (świetny krój dla plus-sizek!) połączyłam z delikatną, szyfonową, kopertową bluzką. Całość uzupełniły ćwiekowane dodatki oraz delikatny naszyjnik. Może w korpo by to nie przeszło, ale przecież nie tylko w korpo ludzie pracują.

business casual

czytaj dalej

Wczoraj z Patrycją wybrałyśmy się na kawę i zdjęcia. Przerabiając je w domu doznałam olśnienia, które przez cały dzień było mi obce: „Wyglądam jak Minionek!” Kiedyś pokazywałam Wam minionkową koszulkę, dzisiaj sama jestem wielkim Minionkiem i nawet czasem zachowuję się jak on.

Minions outfit

Dopiero ta żółta, szyfonowa kiecka z łańcuchowym wykończeniem przy dekolcie uświadomiła mi, że żółty to mój kolor. Jakoś zwykle go unikałam, zwyczajnie go nie lubiłam. Ale teraz muszę zaopatrzyć się w więcej ubrań w tym kolorze! Całość stylizacji wyszła bardzo lekka i letnia. Do tego lekki makijaż i rozwichrzone włosy i śmiało można latać po mieście w ciepły dzień!

Tym postem oficjalnie rozpoczynam mój urodzinowy weekend! Za moment wybywam w świat. Obserwujcie na instagramie (@marionetkamody) co się będzie u mnie działo. A będzie tego dużo i intensywnie! Już nie mogę się doczekać!

minions outfit

czytaj dalej