Co my tu dziś dla Was mamy… Ano mamy krasnoludka. W sumie mogłam zdjąć tę czapkę, bo trochę się gryzie z resztą, ale niech będzie. Post o boyfriend jeans, a ja tu piszę o czapce. Chociaż w sumie ona chyba też jest „boyfriend”. Znalazłam ją u siebie w aucie, ale na razie nikt się do niej nie przyznaje.

Boyfriend jeans

Niby fason gaci tylko dla wysokich chudzielców. Ale ja się z tym absolutnie nie zgodzę. Luźne spodnie doskonale kryją wszystkie niedoskonałości sylwetki, tak samo jak luźne bluzki (nie mylić z „o wiele za duże”). Do tego nie krępują ruchów, dobrze wyglądają nawet brudne i podarte. Jedyna uwaga – skracają nogi. Jeśli dodatkowo założysz do nich buciory do pół łydki – optyczny wzrost krasnoludka murowany. Ale czasem mam potrzebę wyskoczyć z kingsajzu i polatać niezauważona między ludziami.

Zwykle nie popełniam takich drogich zestawów, to chyba mój absolutny rekord, ale niestety buty i torba robią swoje.

boyfriend jeans

czytaj dalej

Na zewnątrz czuję już to, co czuć chcę. Wiosna w natarciu. Zaczynamy więc zestawy przejściowe.

Fluffy sweater – puszysty jak ja :P

Kupiony podczas szafy na szpilkach stał się moim ulubionym swetrem. Jest milusi, mięciusieńki, ma piękny kolor i jest wielki, przeogromny przez co nie widać jak wielka i przeogromna jestem ja.

Do tego spodnie, w które jeszcze 3 tygodnie temu się nie mieściłam. Jest sukces, mimo że waga nie raczy się ruszyć.

Z posta o szmatkach wyszedł post o moich zmaganiach w dążeniu do bycia „fit”.

Nie, nie trzymajcie kciuków. Lepiej mnie ratujcie ode złego. Dzisiaj wpierdzielam same buraki i to zmiksowane na papkę… W poniedziałek muszę się wcisnąć w gacie rozmiar 38, w celach szczytnych oczywiście. Powodzenia sobie życzę i temu, kto mi te galoty każe założyć również, bo po tej buraczanej głodówce będę chyba gryzła.

fluffy

czytaj dalej

Tak jak obiecałam w dzisiejszym poście pojawią się efekty sesji zdjęciowej z ostatniego spotkania Szafy na Szpilkach. Tym razem postawiłam na…

Boho festival look

Cóż za zaskoczenie! Nie mówcie, że nie jesteście w szoku ;)

Na spotkanie pod koniec stycznia przybyłam z gotowym pomysłem zarówno na stylizację, jak i na włosy i makeup. Wystarczyło pokazać zdjęcia inspiracje i cudowne specjalistki już wiedziały co mają robić.

Miałam ogromną ochotę na rozkloszowaną spódnicę midi w kwiaty, ale niestety końcówka stycznie to jeszcze nie ten moment, w którym na sklepowych półkach można znaleźć bogactwo letnich ciuchów. Na szczęście zawsze mogę liczyć na sklep New Look w kwestii ubrań w klimacie hippie.  Dlatego też problemem nie było stworzenie stylizacji festival look w tych klimatach.

Cóż, nie pozostaje nic innego tylko czekać na dalszy rozwój sytuacji w zakresie line-upów największych polskich festiwali i ruszamy na podbój scen i festiwalowych miasteczek. Lano i Florence apeluję do Was o przybycie :)

Zdjęcia zrobił nieoceniony Sebastian Rudnicki

festival-look

czytaj dalej

Stali czytelnicy bloga z pewnością zauważyli, że cyklicznie, co kilka miesięcy dodaję posty z najlepszych blogerskich spotkań we wszechświecie :)

Niecałe 2 tygodnie temu znowu spotkałyśmy się z dziewczynkami w Blue City na ploty, pycha jedzonko i sesję zdjęciową.

Spotkanie blogerek w ramach cyklu Szafa na Szpilkach

Tym razem, a w zasadzie jak zwykle ostatnio, ugościła nas restauracja Street – pizza, makarony i drinki z palemką w ich wydaniu absolutnie podbijają kubki smakowe.

Makijaże wykonali utalentowani wizażyści marki Inglot. Pani Ilona Kalinowska jak zwykle spisała się na medal. Wróciwszy do domu usilnie kombinowałam co zrobić aby makijaż przetrwał noc.

Fryzury na miarę czerwonego dywanu to dzieło fryzjerek z salonu Marco Aldany.

Po raz pierwszy za to na sesji pojawiły się ubrania świeżo otwartego w Blue City sklepu New Look.

Efekty sesji pokażę w następnym poście. Myślę że się Wam spodobają.

fot. Sławek

spotkanie blogerek

czytaj dalej

Kto chętny ze mną na małe czary mary? Może ktoś zna jakiś indiański taniec przywoływania wiosny, bo przecież musi taki być!

Serio nikt? No dobra to skorzystam z innych sposobów i zacznę ubierać już swoje wiosenne, pastelowe ciuszki. Najwyżej w nich zachoruję i przeleżę ostatnie tygodnie zimy w łóżeczku. No dobra… Już nie narzekam, jakoś jeszcze przetrwam tę epokę lodowcową…

Różowy płaszcz z filcu w roli głównej

Pokazując Wam ten filcowy, różowy płaszcz jakoś w październiku twierdziłam uparcie, że przechodzę w nim całą jesień. No więc jesień przewisiał w szafie i to w dodatku nie mojej. Przewisiał też przez cały grudzień i styczeń, aż sobie o nim przypomniałam i podjęłam ryzyko. Ryzyko założenia czegoś cieńszego niż trzywarstwowa puchówka w celu pokonania drogi dom-samochód oraz samochód-szkoła i w drugą stronę. Szalona ja! Udało się, nie zamarzłam, płaszcz powiesiłam na widoku i mam cichą nadzieję, że nosząc ten majtkowy, pastelowy róż wiosna przyjdzie szybciej.

Kto przyłącza się do mojej kolorowej i kwiatowej akcji zaklinania pogody?

różowy płaszcz

czytaj dalej