400 tys. mieszkańców, 3 większe wyspy (z czego 2 zamieszkane), 10×30 km – Malta. Kraj mniejszy od Warszawy był destynacją naszych wiosennych wakacji w tym roku. Jeszcze przed sezonem, a więc tłumów nie było. Zdecydowałam się na Maltę, gdyż chciałam i poleżeć i pozwiedzać, a akurat w tej destynacji pojawiły się przyjemne cenowo loty (co prawda z Gdańska, ale dzięki temu zwiedziliśmy jeszcze gdańskie zoo oraz spędziliśmy pół nocy na lotnisku w oczekiwaniu na przesiadkę do Warszawy – loty Warszawa Modlin -Gdańsk kosztują 9 zł!)

Tym razem jeśli chodzi o kasiorę (poszło ponad 3 tys. na 2 osoby), a także długość wyjazdu (7 dni) to trochę zaszaleliśmy, więc nie będę udawać, że znowu byliśmy na niskobudżetowych, szybkich wakacjach, chociaż oczywiście wyszło sporo taniej niż taka sama wycieczka z biurem podróży.

DSC00502 (Kopiowanie)

czytaj dalej

Wróciłam! Cała, zdrowa, opalona vel. spalona, mniej więcej wypoczęta – przynajmniej jeśli chodzi o głowę. Właśnie staram się doprowadzić się do porządku i nadrobić wszystkie zaległości. Ale i na bloga mam minutkę. Post z wakacji będzie, nie martwcie się. Ale muszę wyselekcjonować zdjęcia i filmy. A trochę ich jest, bo Patrycja nacykała ponad 2000 fot. Mam nadzieję, że przez weekend się z nimi uporam.

A tymczasem stylówka jeszcze sprzed wakacji. Piękna, wiosenna Polska, pełna kolorów i różnorodności. Lata 70, hipisowskie wibracje i te sprawy. Główną rolę odgrywa koszula. Jej historia jest zawiła. Pewnego razu (a ze 2 lata temu) pojechałyśmy z dziewczętami na wielki shopping do Pułtuska (dla niewtajemniczonych – najlepszy lumpy jakie znam). Wtedy też Karolina  wyhaczyła piękną koszulę w kwiaty. Chciałam jej ją wtedy podkraść z koszyka, ale się powstrzymałam. 2 miesiące temu wystawiałyśmy się na szafingu. Karolina akurat była po wielkiej czystce z szafy i na sprzedaż wystawiła również tę koszulę. Co prawda po lekkich przeróbkach, ale jest nadal piękna! Nie mogłam jej nie odkupić!

SONY DSC

czytaj dalej

Pewne styczniowe, czwartkowe popołudnie, dzwoni do mnie właścicielka mojej agencji modelingowej z pytaniem czy jutro mogłabym stawić się na planie pewnego polskiego serialu (Barwy Szczęścia). Są do odegrania epizody modelek plus size podczas przygotowań do pokazu mody. Zaczęło się szybkie załatwianie wolnego w pracy. Potem poleciałyśmy w tempie ekspresowym z dziewczynami do zaprzyjaźnionej z agencją fotografki, aby wykonała parę fot, które były potrzebne do produkcji.

Przyjeżdżamy na plan około 9 – duże studio fotograficzne z telewizyjnym kierowcą. Zaczynamy od śniadania w busie ustawionym przed studiem. Potem ogarniamy z drugą reżyserką co gdzie, jak i o której. Przygotowujemy stylizacje wraz ze stylistką i powolutku ustawiamy się w kolejce do wizażu i fryzur. Upiększanie również odbywa się w specjalnie dostosowanym busie. Potem czekamy.

12633150_1225606747469110_1815403876_o

tak właśnie wygląda 80% czasu na planie – siedzimy i czekamy, a nogi odpoczywają od butów na obcasie

czytaj dalej

Sezon komunijny w pełni, sezon ślubny wschodzi. Kilka imprez rocznie, a ja za każdym razem staję przed szafą i dumam godzinami w czym by tu iść. W minioną sobotę byłam na Pierwszej Komunii Świętej w rodzinie mojego Lubego na Śląsku i po raz pierwszy nie dumałam (no prawie), tylko miałam gotowy zestaw od kilku miesięcy. Jak to możliwe? Nie wiem! Ale udało się. Sukienkę zakupiłam podczas marcowego szafingu za 50 zł. Od razu wiedziałam, że to idealny krój dla mnie, jeśli zasłonię tylko ramiona. Dodałam do niej srebrny żakiet, neutralne czółenka i złotą torebkę. Jak widać złoto i srebro nie muszą ze sobą walczyć.

Po uroczystości mam kilka modowych, małych przemyśleń, z którymi się z Wami chętnie podzielę.

Mohito – król. Zdecydowanie ta sieciówka zdobyła serca Polek. Znaczny procent kobiet wybrał sukienki/spódnice właśnie z tego sklepu. Czy to dobrze? Nie wiem, niby wzory są ok, ale te materiały… Same sztuczności. Mi samej ciężko jest coś tam wybrać.

Długość mini + szpile do nieba – niezależnie od stanu nóg. Dotyczy to zarówno mamusiek dzieci komunijnych jak i gości. W wieku zdecydowanie +30. Estetyka = 0. Mini są stworzone głównie dla młodych (no tutaj mogę trochę odpuścić) kobitek o zgrabnych nogach, bez żylaków czy cellulitu. Nawet nie dodam, że to impreza kościelna i do kościoła wypada się ubrać mniej wyzywająco. Sama nie toleruję na sobie długości mini (głównie ze względu na komfort i konieczność „pilnowania się”, ewentualnie jestem w stanie założyć miniówkę zimą z grubymi rajtuzami). Unikam też jak mogę odsłoniętych ramion (ze względów estetycznych) oraz dekoltów (taka jestem skromna). Mimo wszystko jestem w stanie znaleźć dla siebie odpowiedni strój, chociaż przy obecnej modzie bywa to męczące.

Elegancja? Nic więcej ponad pracowy casual. I w tym momencie to ja się czułam „przestylizowana”, chociaż absolutnie z niczym nie przesadziłam. Ale na tle osób ubranych jak do pracy, czy na niedzielny spacer, w eleganckiej maxi i z kopertówką byłam ewenementem.

Kompletna nieświadomość swojego ciała. Modne są krótkie, rozkloszowane sukienusie? No to zakładamy takie! I nieważne, że kompletnie nie pasują do naszej figury. Są modne i koniec.

Także dziewczyny, zadbajcie, żeby wyglądać odpowiednio.Wszak zdjęcia czy film z imprezy zawsze będą nam wypominać modowe wpadki.

I sorry za moje miny na zdjęciach – pogoda dopisała, słońce dawało po oczach, a ja nie miałam patrzałek…

SONY DSC czytaj dalej

Właśnie jestem w Gdańsku, skąd to za parę godzin ruszam na długo wyczekiwane wakacje! Pierwszy raz od stu lat lecę gdzieś na cały tydzień! Ale nie martwcie się, mam dla Was zapas postów, które będą się pojawiać automatycznie. Będą pojawiać się nawet częściej niż normalnie. A więc zaszalałam. Postaram się być również aktywna na instagramie (@marionetkamody). A po powrocie oczywiście możecie oczekiwać wpisu ze zdjęciami z wyjazdu.

Pamiętam taki blogowy czas gdy pasjonowałam się w mixowaniu wzorów na wszelkie możliwe sposoby. Ostatnio znów mam na to ochotę! Zaczęłam więc od bezpiecznego połączenia w jednej palecie barw. Czerń i biel, przełamana jedynie złotem, srebrem i niebanalnym barbie różem na ustach. Większość elementów tego looku pochodzi z moich ulubionych lumpeksów. Sweter i sukienka – z ostatniej wyprawy. Może jeszcze dojrzeję do tego, aby zrobić z niej miały haul, bo wróciłam z masą sympatycznych ubrań. Od kilku miesięcy nie zaglądam do sieciówek (chyba, że w poszukiwaniu butów) i jestem z siebie dumna!

SONY DSC

czytaj dalej