Udajmy, że ten post pojawił się wczoraj…

Tiul dopadł i mnie, a wydawałoby się, że to materiał zupełnie nie w moim klimacie, a jednak. W tiulową, sztywną, midi spódnicę postanowiłam zainwestować przed czekającym mnie pod koniec sierpnia weselem. Ale wisi w szafie już ponad miesiąc i mi tak przykro się zrobiło i postanowiłam założyć ją w nieco bardziej casualowym wydaniu na inną ważną okazję, a mianowicie swoje własne urodziny. Stuknęły mi 23 oczka, już nie jestem piękna i młoda. Poważny i zaawansowany wiek zobowiązuje mnie do ustatkowania się i ogarnięcia. Czas być poważną i odpowiedzialną. Brzmi strasznie!

Poprzedni rok był dla mnie przełomowy, zabrałam się za rzeczy, do których wcześniej brakowało mi zapału i odwagi. Oby kolejny rok był nieco spokojniejszy, tak spokojny i leniwy jak dzisiejszy dzień, który to spędzam praktycznie samotnie z tv i kompem. Poimprezujcie trochę za mnie Kochani!

Ps. zdjęcia w deszczu – piękna sprawa!

tulle-skirt-tiul-spónica

czytaj dalej

No i skończyło się bycie systematyczną jeszcze zanim się zaczęło, ale jakoś tak zwykle nie mogę się zebrać na zdjęcia. Aparat dźwigam bezsensownie, gdy już się umówię na foty za oknem pojawia się ściana deszczu, albo chomik zdechł, albo nie chce mi się malować, stroić i wyłazić z domu. Już więc kończę ze wszelkimi obietnicami i zapowiedziami systematyczności, genialnych zestawów jak z pokazów i zdjęć prosto z woga. Posty będą jak będą i tyle. Trochę mi głupio, że Was zaniedbuję, ale uwierzcie, że na chwilę obecną zaniedbuję wszytko – wciąż te same pozycje z kalendarza przepisuję na kolejne i kolejne dni.

Dzisiejsze foty to efekt szybkiego spotkania z Karoliną i Patrycją.

Zestaw codzienny bardzo, na dzień letni i upalny bardzo – oby takich wiecej. Lekka, przewiewna tkanina, jasny kolor, boho dodatki i czuję się ubrana jak ja, a nie jak przebieraniec chcący się wyróżnić na smętnej polskiej ulicy.

coral-jumpsuit-hippie

czytaj dalej

Dziś pobawię się trochę w gimbusa, bo mam gimbusiarską koszulkę z gimbusiarskim przesłaniem – ach jakież to romantyczne, nieprawdaż? Zestaw na dzień ciepły, przyjemny i warszawska patelnia jako prawdziwa patelnia, na której szło jajko usmażyć, a ja je sobie mogłam nawet sama znieść, bo spędziłam tam ok 3 godzin na wymiankach. Na szczęście towarzyszyła mi Patrycja, która jest autorką poniższych zdjęć, więc jajko zniosę kiedy indziej.

sporty-chic-casual czytaj dalej

Jakiś czas temu w moje łapy wpadł prasowacz parowy marki Steamaster w jakże optymistycznym kolorze „prosiaczkowy metallic”. Jako osoba, która zwykle zakłada ubrania, których nie trzeba prasować – według mnie ta czynność jest nieprzyjemna, długa i męcząca, już od jakiegoś czasu przymierzałam się do zakupu prasowacza. Bo ileż można udawać, że pogniecione ciuchy w szafie nie istnieją? Miałam zatem nadzieję, że prasowacz zdecydowanie ułatwi mój żywot.

prasowacz-parowy-steamaster czytaj dalej

Wygrzebałam się nieco ze smutnej rzeczywistości. Mam wakacje! To znaczy, że pracuję 8-16 a potem w końcu mogę zająć się egoistycznie tylko sobą, czego bardzo mi brakowało. Mam nadzieje, że teraz blog odżyje a posty staną się codziennością, a nie wyjątkiem.

Ostatnio usilnie Was przekonywałam, że jestem wiedźmą. Dziś będę czarownicą, chociaż do Angeliny mi daleko. Akurat na fotki postanowiłyśmy się wybrać zaraz po seansie obżarte popcornem, opite spritem, zakochane w kościach policzkowym Angie i rozbawione zachowaniem stada nastolatek siedzącego za nami. A mi nawet udało się ubrać smętnie i nieco w klimacie, bo to jeden z tych przerażająco chłodnych letnich dni był. Fociła Olga!

black-vest-h&m-blogger

czytaj dalej